Zobacz, co będzie w tym rozdziale!

Jednym z częstszych sygnałów i bodźców do poszukiwania diagnozy jest poczucie niezrozumienia i inności, obecne już od dzieciństwa. Niby byli jacyś znajomi, wiele osób określa mnie jako kogoś bliskiego, ale to nie było odwzajemnione. Często łatwiej dogadywałam się ze starszymi – byłam „starą duszą”, mieliśmy więcej wspólnych tematów.

Zaskakujące jest, jak szybko dzieci potrafią wyczuć kogoś neuroatypowego, a jak trudno bywa to dostrzec nauczycielom czy rodzicom.

Problemy i ich źródła

Zdecydowana większość osób z ADHD czy ASD doświadczyła w swoim życiu przemocy rówieśniczej i odrzucenia. Relacje były po prostu inne, trudne do utrzymania, szczególnie gdy inni nie podejmowali inicjatywy kontaktu.

Często relacje dzieci neuroatypowych opierają się na wspólnych aktywnościach, a niekoniecznie na więziach emocjonalnych – „mam mnóstwo kolegów i koleżanek, przecież razem chodzimy na taniec, piłkę albo angielski”. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to problematyczne, ale gdy zagłębić się w szczegóły, okazuje się, że jakość tych relacji bywa powierzchowna – oparta na niezrozumieniu i presji dostosowania się.

Pojawiają się różne strategie radzenia sobie – często oceniane moralnie jako „złe” – na przykład zainteresowanie technikami manipulacji, wpływu czy psychologią. Czasem łatwiej odnaleźć się w grupie, gdy obserwuje się jej dynamikę i poznawczo – „na chłodno” – rozumie relacje w jej obrębie. Nie potrafię wejść w nie intuicyjnie, ale umiem je analizować intelektualnie.

Inną strategią jest tzw. „people pleasing” – dostosowywanie się do innych za wszelką cenę, wbrew swoim wartościom, bez stawiania granic, bez asertywności. Trudno się dziwić – ostracyzm to jedna z najbardziej bolesnych form społecznej kary.

Do strategii people pleasing przyczynia się też niskie poczucie własnej wartości i sprawczości. Komentarze typu: „dziwnie się zachowujesz”, „masz swój świat i nie słuchasz”, „jesteś odklejona” – zostają z nami na długo. Aby ich unikać (co świadczy o dużej wrażliwości na społeczny feedback), często kamuflujemy swoje potrzeby za maską osoby, która spełnia wszystkie oczekiwania.

Stajemy się nadmiernie czujni wobec własnych zachowań – „czy zachowuję się naturalnie?”, „gdzie mam trzymać ręce, stojąc na światłach?” – mamy wrażenie, że jesteśmy nieustannie oceniani i obserwowani.

W relacjach dochodzi również impulsywność i inne rozumienie norm społecznych – mówimy coś, zanim to przemyślimy; nasze intencje rozmijają się z interpretacją rozmówcy. To, co dla nas jest szczerą opinią („przecież mówienie prawdy jest dobre, a kłamstwo złe”), bywa odbierane jako atak czy coś obraźliwego. Semantyka i intencje się rozmijają – musimy uprawiać „parkour” w rozmowach.

Praca nad komunikacją w relacji

Co z tym zrobić? To zależy. Warto się zastanowić, czy każda interakcja – np. w pracy – wymaga pełnej szczerości czy emocjonalnego zaangażowania.

Moja osobista obserwacja: często rozmawiamy na poziomie logicznym – wymiany informacji, faktów, szczerości i obiektywności. Tymczasem niektóre rozmowy służą przede wszystkim przekazywaniu emocji – słowa są wtedy nośnikiem uczuć, nie treści. W takich sytuacjach warto najpierw odpowiedzieć na emocje rozmówcy, dopiero potem analizować znaczenie słów. To nie rada – raczej refleksja.

Wielu z nas to doskonali obserwatorzy – w połączeniu z szybkim wyciąganiem wniosków i dostrzeganiem schematów, łatwo zauważamy fałsz i brak autentyczności w relacjach. To, co bywa postrzegane jako izolacja czy unikanie kontaktów, często po prostu jest preferencją – spędzania czasu samotnie lub w małym, zaufanym gronie (często także neuroatypowym – intuicyjnie czujemy „swoich ludzi”).

„Mówisz jak robot” – u osób neuroatypowych język i sposób komunikacji bywają nietypowe – zbyt formalne albo zbyt swobodne. Łapiemy akcenty, intonacje, hasła ulubionych postaci z gier czy filmów.

Zaburzenia pragmatyki (czyli „społecznej” strony języka), nietypowa prozodia (czyli „brzmienie mowy”), dosłowność w rozumieniu metafor, echolalia, neologizmy czy tzw. mowa idiosynkratyczna – nie wynikają z braku inteligencji, lecz z odmiennych sposobów przetwarzania intencji i integracji sensoryczno-poznawczej.

Przez dekady echolalia (czyli powtarzanie słów, zwrotów, dźwięków) była uznawana za niefunkcjonalną. Dziś wiemy, że może pełnić funkcje regulacyjne, a nawet narracyjne.

Idiosynkrazje językowe – tworzenie własnych słów lub nietypowe użycie znanych – to często próba nadania rzeczywistości bardziej precyzyjnych etykiet. To nie „błąd”, lecz inny sposób konceptualizacji świata.

Komunikacja werbalna bywa obciążająca – podobnie jak rozmowy telefoniczne: mało danych wejściowych, nie wiadomo, co i kiedy powiedzieć, poczucie dyskomfortu. Wiele osób preferuje komunikację tekstową – przez Messengera, SMS-a („to mogło być mailem, nie musiało być spotkaniem”).

Często przerywamy innym lub wtrącamy wątki – bo już wiemy, co chcą powiedzieć, albo musimy się wypowiedzieć od razu, zanim zapomnimy.

Poza impulsywnością wynikającą z niezręczności społecznej, pojawia się także wysoka reaktywność emocjonalna i brak cierpliwości. Rozmowy przebiegają intensywniej, szybciej.

Często odnosimy się do własnych doświadczeń – nie z egoizmu, ale z chęci nawiązania kontaktu, podzielenia się czymś. Warto pamiętać, że każdy z nas lubi być w centrum uwagi – dobrze, gdy ktoś dopytuje, interesuje się naszą perspektywą. Idealnie, gdy rozmowy są zrównoważone – ile mówimy o sobie, a ile pytamy o drugą osobę. Choć uczciwie mówiąc – niewielu ludzi naprawdę potrafi prowadzić rozmowę, aktywnie słuchać i budować wzajemność.

Pojawia się też zjawisko oversharingu – powiedziałam za dużo. Ktoś pyta: „Jak minął weekend?”, a ja opowiadam historię życia. Głębokie dzielenie się może zbliżać, ale problem pojawia się, gdy zwierzamy się niewłaściwej osobie – a potem pojawia się wstyd. Dobra wiadomość: większość ludzi jest tak skupiona na sobie, że nie analizuje tego, co powiedzieliśmy.

Nasze wypowiedzi często odzwierciedlają gonitwę myśli – są chaotyczne, wielowątkowe, pełne dygresji i szczegółów. Trudno je uporządkować.

Nasze potrzeby społeczne również bywają inne – nie potrzebujemy tyle kontaktu z ludźmi, albo wręcz przeciwnie – potrzebujemy go bardzo dużo (spektrum jest szerokie). Trzy dni integracji z pracy mogą być świetne, ale potem musimy to „odchorować” i naładować baterie – w samotności. I to jest w porządku.

Często słyszymy od bliskich: „Nie odpisujesz, nie utrzymujesz kontaktu”. Najpierw to wypada z głowy, potem robi się niezręcznie – a dla nas to realny wysiłek, nie „po prostu napisanie wiadomości”.

Niektórzy zamiast pisać czy spotykać się, korzystają z wiadomości głosowych – z obu stron. To zmniejsza wysiłek poznawczy i pozwala odsłuchać w dogodnym momencie. Granice i kompromis.

Rejection Sensitive Dysphoria – nadwrażliwość na odrzucenie – silnie związana z ADHD i ASD. Poczucie, że nie spełniam oczekiwań. Tyle razy słyszałam, że jestem „za bardzo” albo „za mało”.

To nie jest oficjalna diagnoza, ale została opisana w wielu badaniach i relacjach osób neuroatypowych.

Ból mózgu.
Z neurobiologicznego punktu widzenia, odrzucenie aktywuje te same obszary co ból fizyczny – m.in. przednią korę obręczy i wyspę. U osób z ADHD czy ASD ta reakcja jest nasilona przez zaburzoną regulację układu dopaminergicznego.

Dopamina to nie tylko „neuroprzekaźnik nagrody” – to system wykrywania ważności.     ADHD i ASD oznaczają trudności w utrzymaniu równowagi dopaminowej – dlatego osoby    w spektrum często poszukują silnych bodźców, by w ogóle coś poczuć.

Kłótnia jako szybki zastrzyk dopaminy.

I tu pojawia się kluczowa – i bolesna – dynamika:
Kiedy czuję się zlekceważona, niepewna, rozregulowana emocjonalnie… mózg szuka szybkiego „resetu”.
Kłótnia staje się narzędziem regulacji emocjonalnej – nie dlatego, że chcę zranić drugą osobę, ale dlatego, że chcę wrócić do poczucia sprawczości.

przejdź do kolejnego rozdziału

Zapisz się!

Wszystkie terminy w udostępnionym grafiku są już zajęte. Zostaw swój adres mailowy lub numer telefonu, aby umożliwić nam kontakt celem umówienia wizyty! Spokojnie – nie spamujemy, odezwiemy się tylko w sprawie wizyty! ​